Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2017

187. Wibo queen size - rzęsy jak sztuczne w 2 minuty.

Witajcie :D 
Dzisiaj u mnie ostatni ulubieniec do rzęs, w którym się zakochałam. 


Obietnice producenta: 
Maskara o wyjątkowo bogatej formule, dzięki której uzyskasz intensywnie uwodzicielski i trwały efekt „kociego oka”. Zaledwie jedno muśnięcie szczoteczki sprawia, że delikatna, kremowa i elastyczna formuła w wyraźny sposób pogrubia, wydłużona i zalotnie unosi rzęsy. Wygięta w łuk szczoteczka, gwarantuje teatralne podkręcenie. Precyzyjnie chwyta i dokładnie rozprowadza tusz na każdej rzęsie i dociera nawet do najkrótszych włosków w kącikach oczu. Perfekcyjne pokrywa tuszem oraz modeluje, bez zbytniego obciążania rzęs. Skoncentrowana formuła nadaje wielowymiarowy efekt, bez sklejania i grudkowania. Formuła testowana dermatologicznie. Paraben, TEA, D5, Fragrance free.

Skład: 

 Aqua, Synthetic Beeswax, Cera Alba, CI 77499, Jojoba Esters, Copernicia Cerifera Cera, Glycerin, Stearic Acid, Palmitic Acid, Aminomethyl Propanediol, Acacia Senegal Gum, Caprylyl Glycol, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Myristic Acid, Arachidic Acid, Behenic Acid, Oleic Acid, Tocopherol.


Szczoteczka jak widać na powyższej fotografii jest bardzo duża i wygięta w łuka jak w przypadku curling pump up. Ja kocham takie szczoteczki, bo dają u mnie podwójny efekt zarówno pogrubienia, jak i wydłużenia. Ten tusz skradł moje serce od pierwszego użycia. 






























Jeśli chodzi o zmywanie tusz zmywa się idealnie. Jest bardzo lekki. Nie osypuje się w ciągu dnia i nie opada tak jak rano wymalujemy sobie rzęsy tak zostaje pod koniec dnia. Tusz nie wywołuje też żadnej reakcji alergicznej. Jest bardzo fajny i szybko można nim osiągnąć efekt pogrubionych i wydłużonych rzęs takich jak ja lubię najbardziej. 

Szczoteczka jest tradycyjna z włosiem, nie sylikonowa. 
Cena ok. 15 zł. 

czwartek, 24 listopada 2016

183. Maski z Kallosa cz.2 ( cherry, milk)

Witajcie:D 
Kontynuuje serie Kallosową. Dzisiaj Cherry i Milk. 
Zapraszam !

1. Kallos Cherry


skład: 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Prunus Avium Seed Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone

Moja opinia: Maskę kupiłam skuszona napisem, że zawiera olej z pestek czereśni i pięknym różowym opakowaniem oraz cudownym zapachem. Zapach co prawda chemiczny, ale mi to nie przeszkadza. Na moich włosach dała zaskakująco fajne efekty. Włosy były wygładzone, mniej puszące do tego zapach z maski utrzymywał się jeszcze na nich jakiś czas. Ładnie dociążała, a także nadawała im blask no i nie sprawiała, że były oklapnięte czy bez życia. 
Kallos Milk 

Skład: 
kład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone.

Moja opinia: To typowo proteinowa maska. Podczas jej używania dowiedziałam się, że moje kręcone włosy nie cierpią protein. Były po niej tak spuszone jakbym ich w ogóle nie odżywiała. Znienawidziłam tą maskę i chciałam ją wyrzucić. Jednak wpadłam na pomysł jak ją może podkręcić, aby zużyć. Zmieszałam ją z trzema innymi maskami, dodałam mąki ziemniaczanej, olejów różnego rodzaju i wymieszałam. Nakładałam na włosy na ok. 20 minut i spłukiwałam. Efekt był zachwycający, a ja tak podkręcałam więszkość masek. 

Polećcie jakieś maski z Kallosa.

poniedziałek, 7 listopada 2016

182. Maski z Kallosa- moja kolekcja cz.1 (keratin, omega, algae).

Witajcie :D
Jak wiecie lub nie wiecie jestem wielką włosomaniaczką. Dlatego mam ogromną kolekcję kosmetyków do włosów. Jedną z moich ulubionych firm jest Kallos i jego słynne maski. Jednak wiadomo jedne mi odpowiadają bardziej, inne mniej. 
Dzisiaj o nich słów kilka. 
Zapraszam !

1. Kallos Keratin 
SKŁAD: 


Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolized Milk Protein, Hydrolized Keratin, Cyclopentasilioxane, Dimenthiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 

MOJA OCENA: Była to moja pierwsza maska z tej serii i jest chyba najbardziej ulubioną. Może dlatego, że ma całkiem dobry skład, lub dlatego, że moje włosy kochają keratynę i jeśli coś ma w nazwie keratin to wiem, że się u mnie sprawdzi. Włosy po jej użyciu były gładkie, lśniące, błyszczące i wygładzone oraz dociążone. Nie puszyły się i wyglądały naprawdę dobrze i zdrowo. 

2. Kallos Algae: 
Skład: 
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopsntasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone.

Ta maska to było już nieco większe rozczarowanie. Już tak dobrze nie dociążała włosów jak poprtzednia. Jednak włosy oprócz puszenia były ładne, miękkie, błyszczące, nawilżone. Jednak mi najbardziej przeszkadzało to puszenie, które jednak na moich włosach występuje bardzo często nawet po drogich odżywkach. Odżywka nie obciążała włosów i myślę, że dobrze się sprawdzi przy włosach tłustych. 


3. Kallos Omega

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, Borago Officinalis Seed Oil, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone.

Moja opinia: Po tej masce znowu odzyskałam wiarę w Kallosy. Jednak spodziewałabym się po niej większego odżywienia. Wiadamomo omego kojarzyło mi się z kwasami omega 3 więc stwierdziłam, że musi mieć dobry skład i jakieś oleje w środku. Rzeczywiście maska posiada oleje i ładnie po niej włosy wyglądały i się zachowywały. Jednak znów pojawił się problem puszenia, z którym cały czas walczę. Maska ogólnie jest bardzo dobrym produktem, ma fajny skład jest bogata w składniki potrzebne włosom. Ja się z nią polubiłam jak dolałam do niej więcej olejków lub zostawiłam bez spłukiwania. 

Dalsza część kolekcji moich Kallosów w następnym poście.
Polećcie mi jakiś wasz ulubiony! 

wtorek, 11 października 2016

178. Super loki? - Tylko z Joanną !

Witajcie :D
Dzisiaj u mnie recenzja odżywki, która ostatnio jest moim w sumie drugim i najlepszym preparatem do włosów moich naturalnych czyli loków.




Obietnice producenta na początek:

Problem
Włosy kręcone i falowane, silnie przesuszone, ze skłonnością do puszenia się, wymagające odpowiedniego podkreślenia skrętu loków.

Recepta
Odżywka Super Loki z polimerem podkreślającym skręt loków.
Efekt
Sprężyste i pełne życia loki. Twoje włosy będą odżywione i łatwiejsze w rozczesywaniu.

Składniki wiodące
Receptura została wzbogacona o polimer podkreślający skręt loków. Natomiast proteiny jedwabiu zapewniają wygładzenie powierzchni włosa, zapewniając optymalne nawilżenie.

Zapach
Delikatny i subtelny zapach.

Pojemność
200 g



Czy się z tym zgadzam oczywiście prawie w 100% :D



Po użyciu tej odżywki włosy mają piękny skręt są bardziej sprężyste, stają się nawilżone i śliskie i mają dużo więcej blasku no i odrobinę, ale naprawdę odrobinę mniej się puszą wyglądają na bardzo ładne i zadbane. Odżywka rzeczywiście ułatwia rozczesywanie włosów a także ich układanie. Plusem jest jeszcze to, że odżywka ładnie wnika we włosy, a one tak jakby ją "piją" dlatego mało nam jej zostaje potem do spłukania. Więc przez to lepiej działa na nasze włosy a efekty są zauważalne już po pierwszym użyciu produktu. 



Jedynym minusem jakim zauważyłam jest bardzo słaba wydajność produkty starczył mi on na około 2,5 tygodnia. Dlatego z tym jest kiepsko. No i jeszcze fakt, że odżywka ma taką trochę lejącą konsystencję, co mi osobiście przeszkadza. Tak szczerze mówiąc. 


poniedziałek, 3 października 2016

177. Piekny zapach i super mat w jednym - krem od Bielendy

Witajcie :D 
Dzisiaj przychodzę do was z jednym z moich ulubionych kremów do twarzy. 
Bielenda ogórek i limonka - krem matująco - normalizujący przeciw błyszczeniu skóry

Obietnice producenta: 
Ulepszony krem matująco - normalizujący Ogórek & limonka to idealny kosmetyk w walce z błyszczącą skórą, pryszczami i zaskórnikami oraz przebarwieniami.- idealni matuje skórę
- pochłania nadmiar sebum
- zwęża i zamyka pory
- zapobiega powstawaniu wyprysków
- łagodzi podrażnienia i zmiany trądzikowe
- przeciwdziała powstawaniu zmarszczek.
Efekt: idealnie matowa, gładka skóra, dobrze nawilżona i odżywiona. Pryszcze i przebarwienia zredukowane, pory skóry mniej widoczne.



Krem matująco – normalizujący to idealny, kosmetyk w walce z błyszczącą skórą, pryszczami i zaskórnikami. Polecany do całorocznej pielęgnacji.

Zapewnia kompleksowe działanie:


– idealnie matuje skórę w ciągu całego dnia
– intensywnie nawilża
– pochłania nadmiar sebum i reguluje jego wydzielanie
– zwęża i zamyka pory
– zapobiega powstawaniu wyprysków
– łagodzi podrażnienia i zmiany trądzikowe
– rozjaśnia przebarwienia
– przeciwdziała powstawaniu zmarszczek.


Efekt

Idealnie matowa, gładka, dobrze nawilżona cera. Pryszcze i przebarwienia zredukowane, pory skóry mniej widoczne.

Stosowanie

\Codziennie rano i wieczorem krem wklepać w oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Stanowi idealny podkład pod makijaż.

Skład: 
Skład: Aqua (Water), Aluminium Starch, Occtenylsuccinatte, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Propylene Glycol, Caesalpina Spinosa Oligosaccharides, Caesalpina Spinosa Gum, Caprylic, Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Ceteareth-18, Cetearyl Alcohol, Coco-Caprylate, Caprate, PEG-100 Stearate, Niacinamide, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Extract, Dipropylene Glycol, 
Boswelia Serrata Gum, Salicylic Acid, Aloe barbadenis Leaf Juice Powder, Triclosan, Cocos Nucifera Oil, Dimethicone, Sodium Polyacrylate, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methyloparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Izobutylparaben, DMDM Hydantoin, Parfume, Lilial, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 42090 (Acid Blue 9) CI 19140 (Acid Yellow23).

Moja opinia: 
Jeden z lepszych kremów matujących jakie używałam, a używałam ich naprawdę sporo. Mogę go śmiało porównać do Ziaji 25 + ponieważ te dwa kremy pięknie pachną co mi się niezmiernie podoba jeśli krem ładnie pachnie. Krem bardzo fajnie nawilża naszą skórę, nie zapycha, nie ma tłustej konsystencji jest treściwy ale nie za bardzo. Przy aplikacji nie rozlewa się, szybko się wchłania, nie pozostawia żadnego tłustego filmu. Nie powoduje powstawania nowych krostek, ale czy też jakoś specjalnie zwalcza pozostałe nie zauważyłam. Idealnie nadaje się pod podkład, żaden się na nim nie roluje, współpracuje ze wszystkimi moimi podkładami. Cena jest stosowna do jakości ten krem kosztuje ok 15 zł. Ja kupiłam sobie dwa w promocji chyba kup 1 + 2 za grosz w hebe i za dwa zapłaciłam 15 zł. 

Miałyście do czynienia z tym kremem? Polecacie jakieś kremy matujące? 

środa, 27 kwietnia 2016

160. Krem matująco-wygładzający od URODA ! Totalny Hit !

Witajcie :D 
Dzisiaj kilka słów o moim ostatnim ulubieńcu a mianowicie kremie od Urody. Jest to krem przeznaczmy na dzień do skóry tłustej. Kto zainteresowany zapraszam dalej.  


 Obietnice producenta: Lekki, nieobciążający skóry krem, szybko się wchłania, nie pozostawiając nieprzyjemnej i tłustej warstwy na skórze. Składniki matujące zawarte w kremie niwelują wydzielające się w nadmiarze sebum i zapobiegają błyszczeniu się skóry, nawet podczas aktywnego dnia. Z kolei witamina E działa regenerująco i antyoksydacyjnie, a tym samym spowalnia proces starzenia się skóry wynikający z negatywnego wpływu promieni UV. Co więcej, skutecznie wygładza istniejące już zmarszczki i zapobiega powstawaniu kolejnych. Elastyczność i odpowiednie nawilżenie skóry zapewniają zawarte w kremie substancje aktywne: kwas hialuronowy i prowitaminę B5, która skutecznie łagodzi też wszelkie podrażnienia. Krem idealnie sprawdza się jako lekka baza pod makijaż


Skład: 

Opakowanie i konsystencja: Opakowanie jest plastikowe, ale bardzo wytrzymałe. Nie zliczę ile razy mi już spadł a nadal się dobrze trzyma. Jest bardzo lekkie i poręczne. Krem ma 50 ml. 
Zapach jest delikatny pachnie jak chusteczki dla niemowląt jest to śliczny zapach i mi absolutnie odpowiada i się podoba. 
Konsystencja jest delikatna, nietłusta nie wodnista taka średnia w sam raz. Nie jest jakaś zbita przypomina krem do tortu, no może tylko trochę. 



Moja opinia: Ponieważ moja twarz potrzebuje kremu, ale też zmatowienia, przeważnie właśnie używam takich kosmetyków. Krem bardzo szybko się rozsmarowuje i nie ma z tym problemu. Bardzo szybko się wchłania co dla mnie jest bardzo ważne, bo rano zwykle się śpieszę. Idealnie nadaje się pod makijaż jako baza. Podkład pięknie się na nim utrzymuje, nie roluje się. Krem idealnie nawilża moją skórę, sprawił, że pozbyłam się suchych skórek. Ponad to świetnie matuje na co najmniej 4 godziny. Oczywiście kiedy nałożę podkład i puder. Ogólnie bardzo się z tym produktem polubiłam i jestem z niego zadowolona. 


Krem kosztuje ok. 6 zł. Ja go kupiłam za 5 w Biedronce i myślałam o stosowaniu go na noc, bo po tej cenie nie spodziewałam się tak dobrych rezultatów. Krem mnie jednak pozytywnie zaskoczył i myślę, że na pewno do niego wrócę. Można go znaleźć w internecie i niektórych drogeriach. 

Używałyście go? Ja bardzo lubię kosmetyki z tej firmy a jak jest u was? 
Do następnego :D

poniedziałek, 21 marca 2016

153. Celia przeciwzmarszczkowy krem argan królewski - kolejny Hit !

Witajcie :D
Dzisiaj znowu będzie hit, a mianowicie chcę wam przedstawić mojego nowego ulubieńca krem Celia Argan królewski przeciwzmarszczkowy krem matujący polecany dla kobiet 40 +. Od razu mówię, że tyle nie mam, mam połowę mniej ale na noc wolę zapobiegać już zmarszczkom. O tak po prostu. 


 Obietnice producenta: 
Wyjątkowy krem o lekkiej konsystencji, którego luksusowa receptura została oparta na drogocennym, marokańskim oleju arganowymoraz 3 olejach młodości: marula, jojoba i migdałowym z dodatkiem matującej kory Enantia.

Zalety:

- rewelacyjnie regeneruje,
- spłyca zmarszczki i napina wiotczejącą skórę,
- nadaje cerze jedwabistą gładkość,
- zmniejsza widoczność porów,
- matuje i przedłuża trwałość makijażu.

Cena: 13zł / 50ml


 Opakowanie i konsystencja : 
Krem znajduje się w szklanym słoiczku zakręcanym na zakrętkę. Kupujemy go w kartoniku oklejonym folią, więc mamy pewność, że nikt do niego nie zaglądał.
Produkt ma bardzo lekką, delikatną konsystencję. Szybko się nakłada i wchłania. Nie pozostawia żadanej tłustej warstwy czy filmu na skórze. 
Zapach jest przyjemny lekko słodkawy, jednak nie każdemu będzie odpowiadał. 


Skład: jak na krem drogeryjny, w dodatku za ok. 10 - 12 zł, jest całkiem niezły. Wcale nie na szarym końcu, lecz w początkowej częsci składu (czyli możemy liczyć na większe stężenie, a nie śladowe ilości) znajdziemy aż pięć olejów: arganowy (Argania Spinosa Kernel Oil), olej z nasion jojoby (Simmondsia Chinensis Seed Oil), marula (Sclerocarya Birrea Seed Oil),  olej z nasion krokosza barwierskiego (Carthamus Tinctorius Seed Oil), ze słodkich migdałów (Prunus Amygdalus Dulcis Oil), a w dalszej części także ekstrakt z kory afrykańskiego drzewa Enantia Chlorantha (Enantia Chlorantha Extract), mający działanie antybakteryjne, regulujący pracę gruczołów łojowych, zmniejszający wydzielanie sebum i widoczność rozszerzonych porów, łagodzący podrażnienia i stany zapalne, zapobiegający powstawaniu zmian trądzikowych. Ponadto dodano witaminę E (Tocopheryl Acetate), a przed tymi wszystkimi dobrociami również glicerynę (Glycerin). Co więcej, brak wśród składników parafiny. Nie ma też parabenów, ale za to są konserwanty, za którymi ja nie przepadam, w szczególności DMDM Hydantoin, będącą pochodną formaldehydu, niestety bardzo popularną w kosmetykach z niższej i wyższej półki cenowej.


Moja opinia: 
Sama mam skórę mieszaną (sucha + tłusta) i najlepsze efekty działania odnotowałam w miejscach skłonnych do przetłuszczania się i powstawania wyprysków. Na suchych partiach nie daje sobie rady z nawilżeniem, dlatego używałam go wyłącznie w tłustej strefie. Od lat z racji odmiennych wymagań mojej skóry w różnych częściach buzi, stosuję inne kosmetyki na suche policzki (i ewentualnie czoło), a inne na brodę i nos. Argan Królewski od Celii okazał się jednym z najlepszych kremów do pielęgnacji tłustych obszarów twarzy, na jakie natrafiłam. 

Ja bardzo się z nim polubiłam. A wy lubicie kosmetyki marki Celia. 

niedziela, 28 lutego 2016

151. Lovely make-up kit paletka - swatche cieni.

Witajcie :D
Niedawno w halu pokazywałam wam paletkę make-up kit od Lovely, która jest świetna i kosztuje zaledwie 12 zł. Cienie są w tonacji nude a więc dominuje naturalność: biele, brązy i szarości. Dzisiaj napiszę wam o niej kilka słów i pokażę swatche właśnie tych cieni.



Obietnice producenta:
Bogata paleta cieni do powiek w naturalnych kolorach do wykonania makijażu `nude`. W podłużnej kasetce umieszczono cienie będące idealnym zestawem dla każdej kobiety ceniącej naturalny i delikatny makijaż. Twoje nowe spojrzenie wyróżni Cię a makijaż oczu będzie trwały i atrakcyjny przez wiele godzin. Cienie nie osypują się i nie rolują w załamaniach powiek. 





Moja opinia:
Jak widzicie cienie są dobrze napigmentowane. Mają fajne naturalne kolory potrzebne do wykoniania podstawowego i nie jednego makijażu! Sprawdzają się przy każdej okazji zarówno kiedy robimy makijaż dzienny jak i wieczorowy. Wytrzymują na powiekach naprawdę długo i nie osypują się jak w przypadku innych cieni. W palecie minusem jest to, że większość cieni jest brokatowa i perłowa co nie wszyscy lubią. I to chyba jej jedyny minus. Cienie są ułożone kolorystycznie dodatkowo jest dołączona do nich naprawdę fajna pacynka, z którą nic się nie dzieje i fajnie daję radę przy pomocy pędzelka. Paletka kosztuje ok.12 zł. i jest świetna! :D

poniedziałek, 8 lutego 2016

149. Najlepszy Kallos na świecie - PRO TOX !

Witajcie :D 
 Jak wiecie zbliża się zima, mrozy, centralne ogrzewanie. To wszystko nie służy naszym włosom, a wręcz przeciwnie im szkodzi. Jak je zabezpieczyć? Zapraszam do czytania. 



Obietnice producenta: 
Maska Pro-Tox dla Włosów z Keratyną, Kolagenem i Kwasem Hialuronowym - Specjalna formuła specjalnie wbudowuje się w strukturę całych włosów oraz w unikalny sposób wzmacnia skórę, cienkie, suche i łamiące się włókno włosów. Zawartość Panthenolu oraz Oleju kokosowego i Oliwkowego dogłębnie regeneruje i odżywia. Po zastosowaniu włosy stają się bardziej lśniące i jedwabiste w dotyku.

Skład: 
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Cocos Nucifera Oil, Parfum, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Panthenol, Hydrolized Keratin, Soluble Collagen, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Maska  zawiera  w swoim skłądzie  emolient , antystatyk, oliwę z oliwek, olej kokosowy, panthenol, hydrolizowaną keratynę, collagen, kwas hialuronowy. Ponadto standardowe dla Kallosów dwa silikony: jeden zmywalny łagodnymi detergentami oraz jeden lotny.

Konsystencja i zapach: Konsystencja jest gęsta i treściwa. Nie ma problemu z jej nałożeniem, ładnie zostaje wchłonięta przez włosy i nie spływa z nich. 

Zapach jest przyjemny. Jak dla mnie pachnie mydłem. Zapach jest średnio intensywny i troszkę czasu się na włosach utrzymuje co jak dla mnie jest plusem

Cena i dostępność: 
Maskę stacjonarnie kupimy w Hebe, ale chyba nie wszystkich. Można się w nią zaopatrzyć także w internecie. 
Cena : maska jest najdroższa z Kallosów kosztuje 14.99 w Hebe. Inne maski Kallos kosztują od 11.99 do 13.99. 

Moja opinia: 
Maska jest niezaprzeczalnie najlepsza ze wszystkich Kallosów, które miałam okazję testować. Ma także najlepszy skład, najbardziej bogaty o oleje i składniki potrzebne naszym włosom. Zapach bardzo mi odpowiada. Po użyciu maski moje włosy są: bardzo błyszczące, nie puszą się, są nawilżone, miękkie w dotyku, super się rozczesują, pięknie pachną i wyglądają niezmiernie zdrowo, oraz są pięknie dociążone. 
Obecnie jest to moja ulubiona maska z Kallosa, ale i w ogóle ulubiona maska do włosów, którą używam także jako odżywkę szczególnie jesienią i zimą.  

Jakie Kallosy są najlepsze wg. was? 

wtorek, 15 grudnia 2015

148. Wielki ulubieniec do ust od Lovely!

Witajcie :D
Dzisiaj u mnie produkt, który zobaczyłam u Hani na youtube i już musiałam go mieć tak mi się spodobał. Mowa o Lovely Extra Lasting- trwała matowa pomadka do ust (ja swoją mam w odcieniu 01 i jest to taki nudziak ).
 Obietnice producenta na początek :
Trwała matowa pomadka do ust z aplikatorem Lovely Extra Lasting.
Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne są trzy odcienie: lekkiego różu, przyciągającej czerwieni i pastelowego brązu. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację szminki/błyszczyka, a nowoczesna formuła Long Lasting zapewnia makijaż na wiele godzin.
  
Opakowanie : Jak widać pomadka ma 6 ml jest to dość dużo. Opakowanie przypomina kształtem błyszczyk i jest bardzo poręczne. Nic nam się z nim nie stanie nawet jak będziemy ją nosić w torebce.

 Zapach i konsystencja:
Zapach ma bardzo przyjemny, żaden nachalny, bardzo delikatny. Konsystencja na początku przypomina gęsty błyszczyk, co ułatwia aplikację produktu. Szczotka ma kształt podłużny i można nią bardzo dobrze pomalować sobie usta. Jednak to nie jest błyszczyk i żeby nałożyć ten produkt konieczne jest lusterko.


Moja opinia:
Pomadka po nałożeniu na usta jest błyszcząca i świecąca. Bardzo łatwo się rozprowadza i nie podkreśla suchych skórek oraz innych mankamentów naszych ust. Po nałożeniu pomadka zastyga bardzo szybko na ustach i staje się matowa.  Podczas "noszenia" jej na ustach jest lekko wyczuwalna jednak nie jest to jakieś denerwująco, bo prawie jej nie czuć. Nie wysusza nam dodatkowo ust, ale też specjalnie ich nie nawilża ponad to jak się trochę ściśnie wargi ja miałam wrażenie jakbym miała taki lekki klej na ustach. Pomadka nie wybrudzi nam szalika jak robią to tradycyjne tego typu produkty. Na ustach bez poprawek trzyma się ok. 4godzin i u mnie jest to rekord jeśli chodzi o szminki. Ponad to jej kolor jest tak zbliżony do mojego naturalnego  koloru ust, nie widać, że się zjada.


A tak się prezentuje na moich ustach. Uważam, że to produkt idealny dla mnie i od pierwszego użycia się w  nim zakochałam. Kosztuje mniej niż 9 zł dlatego polecam go wypróbować.

czwartek, 19 listopada 2015

144. Co kupiłam na promocji - 49% w Rossmannie?

Witajcie :D
Tym razem jako, że mam wielkie wielkie ogromne zapasy kosmetyków kolorowych postanowiłam, że w Rossmannie kupię tylko to co chciałam już dawno kupić i w dużej mierze mi się udało bo przez całe trzy tygodnie promocji wydałam równo 50 zł. Jestem z siebie bardzo zadowolona i dumna, że nie skusiłam się na milion niepotrzebnych kosmetyków .



Szczegółowe recenzje i numery poszczególnych produktów pojawią się później kiedy je przetestuję :)
Co wy kupiliście na tej promocji w Rossmannie. 

piątek, 13 listopada 2015

143. Zaczytaj się na jesień (2) moje 3 propozycje

Witajcie :D
Dzisiaj chciałam się z wami podzielić tytułami książek, które serdecznie wam polecam przeczytać. Najlepiej od razu ! Jako, że jest jesień więcej czasu spędzamy w domu, a dla mnie relaks o tej porze roku to gorące kakao z cukrem waniliowym (od czasu do czasu) lub herbata koc łóżko i dobra książka. Tych ostatnich ostatnio miałam pod dostatkiem :D

1. "Hopeless" Colleen Hoover. 

 Sky, nastolatka, która po długiej drodze nauki w domu, braku technologii i tych innych dupereli, bez których świat jest lepszy (ale wtedy nie znalibyście mnie i mojego zdania... to może jednak nie!)... uparła się, żeby pójść do szkoły (niech Bóg ją ma w opiece), gdyż jej najlepsza przyjaciółka Six wyjeżdża na pół roku do Włoch (szczęściara... ale do momentu!).

Kiedy nieznajomy chłopak w sklepie, przyprawia ją o motylki w brzuchu, spocone ręce, omdlenia i rzeczy, które czują tylko zakochani ludzie, ucieka. Zła przeszłość chłopaka nie przekonuje jej do zawarcia znajomości, a tysiące twarzy, które przed nią pokazuje tym bardziej. Jednak, gdy nagle zawędruje pod jego dom i zemdleje, żeby zostać wniesioną w jego pięknych i muskularnych ramionach (ja bym mdlała co minutę), coś zaczyna się dziać! 
„Temu beznadziejnemu chłopcu po raz kolejny udaje się sprawić, że się uśmiecham.”
Sky i Holder! Ahhh....
Jednakże, gdy dziewczyna o imieniu Hope, która jest bliższa tej dwójce niż Sky myśli, wkracza w ich życie....
„Przez całe życie byłam okłamywana, dopiero teraz z przerażeniem odkrywam to, co wszyscy przede mną ukrywali.”
Wspomnienia sprzed 13 lat odżyją. I wyznaczą nieoczekiwaną w drogę w ich życiu.

A że książki z happy end’em są nudne... to przeczytaj „Hopeless” pisaną przez życie... a może ci się jednak spodobają!
Książka dopracowana pod każdym względem, zabarwiona wspaniałym piórem... nie mogłabym wam tego nie polecić! Ale pamiętajcie: Holder jest mój!


2." Przypadki Callie i Kaydena " Jessica Sorensen



Czytanie książek, które aż tak szarpią nerwy, powodują ból w sercu, ściskanie za gardło i niekontrolowany płacz - to chyba objaw masochizmu... Dlaczego tak lubię się samoudręczać, a im większe męczarnie przeżywam w trakcie czytania - tym cenniejsza jest dla mnie książka, które je spowodowała?


Długo czekałam na powieść, która tak mną wstrząśnie, walnie mnie w łeb, a po przeczytaniu ostatniego zdania pozostawi mnie ogarniętą żalem i rozdygotaną... Kilka razy już mi się zdarzyła taka reakcja i już myślałam, że żadna inna historia nie dorówna tamtym. Na szczęście byłam w błędzie.

Zarówno Callie, jak i Kayden przeżyli coś, czego nie powinno doświadczyć żadne dziecko. Krzywdy tak straszne, że zostawiające ślad na zawsze, rujnujące psychikę i dewastujące wszelką radość i jakiekolwiek szanse na szczęśliwe, normalne życie w przyszłości... Bo czy da się wymazać wspomnienia i posklejać to, co się rozpadło? Czy można się śmiać, kochać?

Powieść Sorensen przewyższa większość innych New Adult - to ideał, mistrzostwo. A ja chcę więcej - zakończenie pozostawiło mnie w stanie zawieszenia, z którym nie dam rady się pogodzić.



3. Kochając pana Danielsa -  Brittainy C. Cherry. 



Daniel Daniels jest początkującym muzykiem. Jego zespół MISJA ROMEA zdaje się być najważniejszym kawałkiem jego życia. Lecz pozory bywają złudne, a Daniel niesie ze sobą równie duży bagaż życiowych doświadczeń i cierpienia, co Ashlyn. I tak samo, jak ją gonią go jego demony... 

Pierwszy dzień w nowej szkole sprawia im obojgu niemałe zaskoczenie, kiedy okazuje się, że od teraz Daniel, będzie dla Ashlyn Panem Danielsem.

Czy miłość może obudzić człowieka z letargu? I czy to prawda, że zakochujemy się szybko, ale potrzebujemy o wiele więcej czasu by zdać sobie sprawę z naszych uczuć? Czy miłość rzeczywiście ma leczniczą moc, tak samo, jak potrafi niszczyć ludzi? Czy przeznaczenie aby napewno istnieje? 

Książka jest magiczna. Książka jest nisamowita, fenomenalna. Można się w niej zapaść, można w niej utknąć.

Tej książki się nie czyta, ją się pożera! Historia, którą pragnie się czytać wciąż w kółko i w kółko, odkrywając ponownie raz po raz, a która nigdy nie ma prawa sie znudzić. Książka, która rozpali wszystkie wasze zmysły.

Będziecie płakać, wzdychać, śmiać się i wściekać razem z Danielem Danielsem oraz Ashlyn. Nie odłożycie jej na półkę za nim jej nie skończycie, a później i tak będzie was prześladować. Zakochacie się w kunszcie pisarskim Pani Cherry, tak samo w bohaterach, będziecie chłonąć każde słowo.

Pozwólcie się uwieść i zauroczyć, porwać do świata, gdzie życie jest życiem, tak samo pełnym bólu, jak w rzeczywistości. Dajcie porwać się tym barwom i spróbujcie je nazwać czytając jeden rozdział po drugim. Wsłuchajcie się w muzykę MISJI ROMEA.

Powieść "Kochając pana Danielsa" wbije was w fotel, zauroczy, otoczy obrazowością, idealnym połączeniem emocji, dialogami, które będziecie chcieli czytać na głos cytując W.Szekspira. Błyskotliwość tej książki niemożliwa jest do opisania. A sposób w jaki historia zostala opowiedziana sprawia, że nie ma w niej niczego oklepanego, czy przewidywalnego. Zaskoczy was akcja, obrót wydarzeń, który was zelektryzuje.

To książka o miłości, o pragnieniu bycia potrzebnym i o pożądaniu bliskości drugiej osoby, ale także o akceptacji oraz bólu, który łączy ludzi, chce być odczuwany, którego nie można wymazać z pamięci, ale przeżywany z kimś innym może stworzyć niewysłowioną więź, a dzięki temu udaje się go nieco uciszyć. To opowieść o rodzinnych problemach, gdzie wszystko pięknie wygląda z zewnątrz, a w środku jest zepsute; a to, co powinno wydawać się niewłaściwe okazuje się jedyną odpowiednią rzeczą na świecie.

Mam nadzieję na więcej tak pięknych książek, które rozjaśniają jesienne smutki.